
Wchodzisz w statystyki i widzisz ruch, za który płacisz krocie w Google Ads, ale licznik sprzedaży stoi w miejscu? Twój problem to najprawdopodobniej nie produkt, a tarcie na ścieżce zakupowej, które sprawia, że klient poddaje się w połowie drogi. Ludzie nie wychodzą ze sklepu, bo nagle przestali chcieć Twoich butów czy elektroniki – wychodzą, bo kazałeś im wypełnić 20 pól formularza na telefonie albo nie mogli znaleźć przycisku "dodaj do koszyka". Tarcie (friction) to każdy element interfejsu, który wymaga od użytkownika nadmiarowego wysiłku poznawczego lub fizycznego. W świecie, gdzie uwaga klienta trwa krócej niż mrugnięcie okiem, każda milisekunda zwłoki i każde zbędne kliknięcie działają na Twoją niekorzyść, wypychając kupującego prosto w ramiona konkurencji, która proces ten uprościła do absolutnego minimum.
Dlaczego zmuszasz klientów do zakładania konta przed zakupem?
To absolutny numer jeden na liście morderców konwersji. Wyobraź sobie, że wchodzisz do piekarni po bułki, a sprzedawca mówi: "Zanim podam panu pieczywo, proszę wypełnić ten kwestionariusz, podać datę urodzenia i potwierdzić maila linkiem". Absurd, prawda? W e-commerce robimy to nagminnie. Wymuszona rejestracja to bariera psychologiczna, która mówi klientowi: "Twoja prywatność i czas są mniej ważne niż nasza baza mailingowa". Wiele osób obawia się spamu, wycieku danych lub po prostu nie chce zapamiętywać kolejnego hasła do sklepu, w którym planują zrobić zakupy tylko raz. Zmuszanie ich do tego to stawianie muru w momencie, gdy wyciągają portfel.
Z mojego doświadczenia wynika, że wprowadzenie zakupów jako gość potrafi podnieść konwersję o 15-30% niemal z dnia na dzień. Klient chce kupić towar, a nie wiązać się z Tobą na stałe. Jeśli już musisz mieć konto użytkownika, pozwól mu je założyć *po* dokonaniu płatności, na stronie z podziękowaniem. Wystarczy zapytać: "Chcesz śledzić swoją paczkę? Ustaw hasło i gotowe". Taki zabieg sprawia, że rejestracja staje się korzyścią dla klienta, a nie obowiązkiem narzuconym przez system. Co więcej, możesz zaoferować opcję logowania przez media społecznościowe (Social Login), co redukuje proces tworzenia profilu do jednego kliknięcia, eliminując potrzebę wymyślania i wpisywania hasła.
Jak to zrobić dobrze w 3 krokach:
- Usuń przycisk "Zarejestruj się" jako jedyną drogę do kasy. Klient powinien mieć jasny wybór już na pierwszym etapie koszyka.
- Wybierz opcję "Kontynuuj jako gość" jako najbardziej widoczną. Może to być duży, wyraźny przycisk, podczas gdy logowanie dla stałych klientów może znajdować się obok w formie mniej rzucającego się w oczy modułu.
- Pobierz tylko te dane, które są niezbędne do wysyłki (imię, nazwisko, adres, telefon, e-mail). Pytanie o płeć, datę urodzenia czy skąd dowiedziałeś się o sklepie, zostaw na później, np. w ankiecie pozakupowej.
Twoja wyszukiwarka działa jak z lat 90.
Większość sklepów traktuje wyszukiwarkę jako zło konieczne, a to ona generuje najwyższą konwersję. Użytkownik, który wpisuje konkretną frazę, jest już zdecydowany na zakup. Jeśli po wpisaniu "czerwona sukienka" Twoja wyszukiwarka wyrzuca "brak wyników", bo w nazwie produktu masz "Karminowa kreacja", właśnie straciłeś pieniądze. Silnik wyszukiwania musi rozumieć synonimy, literówki i zapytania cechowe. W dobie algorytmów AI i uczenia maszynowego, klienci oczekują, że sklep "domyśli się", o co im chodziło, nawet jeśli popełnią błąd w nazwie marki czy modelu.
Częstym błędem jest też brak podpowiedzi (autocomplete) z miniaturami produktów. Użytkownik chce widzieć, że sklep go rozumie już w trakcie wpisywania pierwszych trzech liter. Jeśli sprzedajesz części zamienne lub produkty techniczne, brak filtracji wewnątrz wyników wyszukiwania to samobójstwo. Nikt nie będzie przeglądał 50 stron wyników, by znaleźć odpowiednią uszczelkę. Wdrożenie inteligentnej wyszukiwarki to koszt od 200 do nawet 3000 zł miesięcznie za gotowe rozwiązania SaaS, ale zwrot z tej inwestycji jest błyskawiczny. Dobra wyszukiwarka powinna też radzić sobie z zapytaniami typu "tania lodówka do 1000 zł" lub "prezent dla 5-latka", co znacznie skraca drogę do finalizacji transakcji.
Psychologia kolorów i mikrokopiowanie – małe zmiany, wielkie efekty
To, jakimi słowami zwracasz się do klienta w przyciskach i komunikatach błędów, determinuje jego nastrój podczas zakupów. Microcopy, czyli krótkie teksty na elementach interfejsu, mają ogromną moc. Zamiast standardowego "Błąd systemu", napisz "Ups! Coś poszło nie tak po naszej stronie, spróbuj ponownie za chwilę". Taki język humanizuje markę i zmniejsza irytację użytkownika. Podobnie działa kolorystyka. Choć nie ma jednego "magicznego" koloru przycisku, który pasuje do każdego sklepu, kluczem jest kontrast. Jeśli Twój sklep jest niebieski, pomarańczowy lub zielony przycisk "Kup teraz" będzie naturalnie przyciągał wzrok.
Ważne jest również rozmieszczenie elementów. Istnieje coś takiego jak Zasada Fittsa, która mówi, że czas potrzebny na dotarcie do celu zależy od odległości do niego i jego rozmiaru. W kontekście e-commerce oznacza to, że najważniejsze przyciski powinny być duże i znajdować się w miejscach naturalnych dla ruchu kursora lub kciuka. Na kartach produktu unikaj przeładowania informacjami tuż obok ceny. Daj produktowi "oddychać" – białe znaki (whitespace) wokół przycisku CTA sprawiają, że staje się on bardziej prominentny i zachęcający do kliknięcia. Pamiętaj, że każdy element, który nie pomaga w podjęciu decyzji, jest szumem, który należy wyeliminować.
Mobilny koszyk to tor przeszkód, a nie przyjemność
Obecnie ponad 70% ruchu w e-commerce to smartfony, ale współczynnik konwersji na mobile wciąż kuleje względem desktopu. Dlaczego? Bo projektujemy sklepy na 27-calowych monitorach w biurze, a klient obsługuje je kciukiem, jadąc trzęsącym się autobusem. Największe grzechy to zbyt małe przyciski (tzw. tap targets), które są zbyt blisko siebie, oraz brak wsparcia dla płatności jednym kliknięciem. Jeśli użytkownik musi powiększać widok, aby trafić w checkbox z akceptacją regulaminu, to projektant zawiódł na całej linii.
Jeśli w Twoim sklepie na mobile trzeba ręcznie przepisywać numer karty kredytowej, to znaczy, że zatrzymałeś się w 2015 roku. Apple Pay, Google Pay i Blik to standard. Każde dodatkowe pole do kliknięcia na małym ekranie zwiększa szansę na to, że klient odpuści. Sprawdź, czy Twój przycisk "Kupuję i płacę" jest zawsze pod kciukiem (w dolnej części ekranu) i czy formularze automatycznie zmieniają klawiaturę na numeryczną przy wpisywaniu telefonu lub kodu pocztowego. Warto również rozważyć tzw. sticky add to cart, czyli pasek z przyciskiem zakupu, który podąża za użytkownikiem podczas przewijania długiego opisu produktu, dzięki czemu decyzja o zakupie może zostać podjęta w dowolnym momencie bez konieczności powrotu na górę strony.
Budowanie zaufania poprzez bezpieczeństwo i transparentność danych
W dobie rosnącej świadomości na temat cyberbezpieczeństwa, klienci są bardziej wyczuleni na sygnały świadczące o braku profesjonalizmu. Brak certyfikatu SSL to oczywistość, ale diabeł tkwi w szczegółach. Wyświetlanie logotypów znanych operatorów płatności (Visa, Mastercard, Blik) oraz firm kurierskich w stopce strony buduje podświadome poczucie bezpieczeństwa. Użytkownik czuje, że skoro Twoim partnerem jest duży bank lub globalny operator, to jego środki są bezpieczne. Kolejnym elementem jest jasna informacja o polityce prywatności i RODO – nie w formie 20-stronicowego prawniczego bełkotu, ale przystępnych skrótów, które wyjaśniają, dlaczego potrzebujemy danego adresu e-mail.
Przejrzystość powinna dotyczyć także statusu dostępności towaru. Nic tak nie niszczy zaufania, jak informacja "dostępny", która po zakupie zmienia się w maila o treści "oczekujemy na dostawę od producenta, czas oczekiwania 14 dni". Jeśli masz ostatnie 2 sztuki w magazynie, napisz to wyraźnie. To nie tylko buduje zaufanie, ale też wykorzystuje regułę niedostępności Roberta Cialdiniego, motywując klienta do szybszego zakupu. Pamiętaj też o łatwym dostępie do danych kontaktowych. Możliwość szybkiego kontaktu przez czat na żywo lub widoczny numer telefonu sprawia, że sklep staje się w oczach klienta realnym bytem, a nie anonimową witryną, która może zniknąć po otrzymaniu przelewu.
Ukryte koszty dostawy wybijają z rytmu przy samej metcie
Nic tak nie irytuje, jak spędzenie 5 minut na wyborze produktu, przejściu do koszyka i odkryciu, że do ceny doliczane jest 25 zł za przesyłkę, o czym wcześniej nie było mowy. To klasyczny "shock price". Transparentność to podstawa zaufania. Jeśli nie oferujesz darmowej dostawy, informacja o jej koszcie musi pojawić się już na karcie produktu. Klienci wolą zapłacić 120 zł za produkt z darmową dostawą niż 100 zł za produkt i 20 zł za przesyłkę – to nielogiczne z punktu widzenia matematyki, ale bardzo logiczne z punktu widzenia psychologii e-commerce.
Stosuj prosty mechanizm: "Brakuje Ci 30 zł do darmowej dostawy". To nie tylko UX, to psychologia sprzedaży, która podbija średnią wartość koszyka (AOV). Jeśli korzystasz z usług zewnętrznych ekspertów, takich jak Webiso Kraków, na pewno usłyszysz, że jasna komunikacja logistyki to fundament optymalizacji konwersji (CRO). Nie ukrywaj też czasu dostawy – informacja "u Ciebie w środę" jest o niebo lepsza niż "wysyłka w 24h". Ludzie kupują oczami wyobraźni moment, w którym produkt znajdzie się w ich rękach. Im dokładniej ten moment określisz, tym mniejsza niepewność i większa szansa na finalizację zamówienia.
Karta produktu bez społecznego dowodu słuszności (Social Proof)
Ludzie kupują to, co kupują inni. Pusta karta produktu, bez opinii, bez ocen gwiazdkowych, wygląda podejrzanie. Błędem jest jednak nie tylko brak opinii, ale też ich zła prezentacja. Jeśli masz 500 opinii, ale nie można ich filtrować po ocenie lub wyszukiwać w nich słów kluczowych (np. "rozmiarówka", "materiał"), to ich wartość drastycznie spada. Prawdziwą moc mają opinie ze zdjęciami od klientów – pokazują one realny wygląd produktu w domowym oświetleniu, co jest dla wielu kupujących bardziej wiarygodne niż profesjonalna sesja zdjęciowa producenta.
Inny problem to zdjęcia. Jedno zdjęcie na białym tle to za mało. Klient chce widzieć produkt w użyciu (lifestyle), chce móc go powiększyć i zobaczyć fakturę materiału. Jeśli sprzedajesz ubrania, podaj wymiary modela na zdjęciu (np. "Model ma 185 cm wzrostu i nosi rozmiar M"). Jeśli sprzedajesz sprzęt, pokaż go obok przedmiotu, który daje punkt odniesienia co do wielkości, np. monety lub dłoni. Brak wideo prezentującego produkt to kolejna niewykorzystana szansa – krótkie, 15-sekundowe wideo potrafi rozwiać wątpliwości, których nie rozstrzygnie żaden opis. Filmy typu "unboxing" lub prezentacja działania produktu w 360 stopniach to obecnie jedne z najlepiej konwertujących formatów treści w nowoczesnych sklepach.
Nawigacja przypominająca labirynt Minotaura
Zbyt rozbudowane menu główne zabija decyzyjność. Jeśli masz 40 kategorii nadrzędnych, użytkownik dostaje paraliżu analitycznego. Zastosuj mechanizm podziału na grupy logiczne. Z mojego doświadczenia wynika, że najlepiej sprawdza się menu oparte na potrzebach klienta (np. "Do biegania", "Na prezent"), a nie tylko na wewnętrznej strukturze magazynowej firmy. Nawigacja powinna być przewidywalna – użytkownik nie może zastanawiać się, gdzie znajdzie regulamin, koszyk czy dane kontaktowe. Te elementy mają swoje ustalone miejsca w standardach sieciowych (koszyk w prawym górnym rogu, stopka z linkami prawnymi na dole).
Uważaj na tzw. "breadcrumb" (okruszki chleba). Wiele sklepów o nich zapomina, a to one pozwalają użytkownikowi szybko wrócić o poziom wyżej, gdy model, który ogląda, mu nie odpowiada. Brak jasnej hierarchii w menu sprawia, że Google też ma problem z indeksowaniem Twojej strony, co pośrednio uderza w sprzedaż przez słabsze SEO. Kolejny grzech? Menu typu "mega menu", które na desktopie zasłania całą stronę, a na komórkach zacina się przy scrollowaniu. Dobra nawigacja to taka, której nie zauważasz, bo po prostu działa i prowadzi Cię tam, gdzie chcesz, bez zbędnego myślenia.
Personalizacja i rekomendacje, które faktycznie pomagają
Wiele sklepów implementuje sekcje "Polecane dla Ciebie" w sposób losowy, co zamiast pomagać, irytuje. Jeśli klient właśnie kupił ekspres do kawy, nie pokazuj mu w rekomendacjach innego ekspresu, bo przecież już go ma. Pokaż mu kawę ziarnistą, filtry lub odkamieniacz. To jest cross-selling, który ma sens. Dobry UX to taki, który przewiduje kolejny krok klienta. Na etapie koszyka warto zaproponować produkty komplementarne, ale musisz to robić subtelnie. Zbyt agresywne próby dosprzedaży mogą sprawić, że klient poczuje się osaczony i zrezygnuje z całego zamówienia.
Personalizacja może iść jednak znacznie dalej. Nowoczesne systemy e-commerce potrafią zmieniać banery na stronie głównej w zależności od tego, z jakiego źródła przyszedł klient lub co oglądał podczas poprzedniej wizyty. Jeśli ktoś regularnie odwiedza sekcję "Wyprzedaż", przywitanie go informacją o nowych przecenach jest strzałem w dziesiątkę. Pamiętaj jednak o granicy prywatności. Użytkownik nie powinien czuć się śledzony w sposób nieprzyjemny. Personalizacja powinna być dyskretnym asystentem, który podsuwa rozwiązania, o których klient sam by nie pomyślał, ułatwiając mu podjęcie decyzji zakupowej w natłoku tysięcy produktów.
Formularze, które wymagają doktoratu z cierpliwości
Formularze to najwęższe gardło każdego e-commerce. Każde pole to potencjalny punkt wyjścia. Czy naprawdę potrzebujesz wiedzieć, skąd klient o Tobie usłyszał, w momencie, gdy on chce Ci zapłacić? Usuń zbędne pytania. Stosuj walidację w czasie rzeczywistym – nie ma nic gorszego niż kliknięcie "Wyślij" i odświeżenie strony z czerwonym komunikatem "Błąd w formularzu", który nie mówi, gdzie ten błąd jest. Użytkownik powinien od razu po wpisaniu błędnego numeru telefonu czy maila widzieć ikonkę ostrzegawczą, najlepiej z wyjaśnieniem, co poprawić (np. "Brak znaku @ w adresie e-mail").
Często pomijanym detalem jest brak autouzupełniania adresu po wpisaniu kodu pocztowego. To technologia, która kosztuje grosze lub jest dostępna w ramach API (np. Google Maps API), a oszczędza klientowi kilkanaście sekund stukania w klawiaturę. Pamiętaj też o masce wprowadzania dla numeru telefonu i karty – system powinien sam wstawiać spacje, by użytkownik mógł łatwo sprawdzić, czy nie zrobił czeskiego błędu. Wersja mobilna formularza powinna też automatycznie wyłączać autokorektę w polach takich jak nazwisko czy nazwa ulicy, co zapobiega irytującym pomyłkom wprowadzanym przez systemy operacyjne telefonów.
Brak hierarchii wizualnej i bałagan w przyciskach CTA
Jeśli na jednej stronie masz pięć przycisków o tym samym kolorze i wielkości (np. "Do koszyka", "Dodaj do schowka", "Napisz o produkt", "Tabela rozmiarów", "Newsletter"), to klient nie wie, co jest najważniejsze. Twoim celem jest, by przycisk Call to Action (CTA) był najbardziej widocznym elementem na ekranie. Powinien kontrastować z tłem i otoczeniem. Używaj cieniowania, aby przycisk wyglądał na "klikalny" (tzw. affordance). Ludzie podświadomie szukają elementów, które przypominają fizyczne przyciski.
Zasada jest prosta: jeden główny cel na jednej podstronie. Na karcie produktu jest to dodanie do koszyka. Wszystkie inne opcje (porównywarki, ulubione) powinny być wizualnie mniej inwazyjne, np. w formie samych ikonek lub linków tekstowych. Unikaj też generycznych napisów. Zamiast "Wyślij", używaj "Zamawiam z obowiązkiem zapłaty" lub "Kupuję teraz" – to nie tylko wymóg prawny, ale też jasny komunikat, co się wydarzy po kliknięciu. Dobrym trikiem psychologicznym jest umieszczenie pod przyciskiem CTA małych ikon zaufania, takich jak "Darmowy zwrot w 30 dni" lub "Bezpieczna płatność", co redukuje ostatnie obawy przed kliknięciem.
Najczęstsze pytania o UX w e-commerce (FAQ)
1. Czy warto zainwestować w audyt UX, jeśli mam mały sklep?
Zdecydowanie tak. Nawet przy małym ruchu, poprawa konwersji o 0,5 punktu procentowego może oznaczać zwrot z audytu w ciągu miesiąca. Często wystarczy wyeliminować 2-3 krytyczne błędy, których jako właściciel po prostu nie widzisz, bo znasz swój sklep na pamięć. Osoba z zewnątrz, zwłaszcza specjalista, szybko wyłapie momenty, w których logika sklepu rozmija się z logiką przeciętnego internauty.
2. Jaki jest optymalny czas ładowania strony sklepu?
W e-commerce każda sekunda powyżej 3 sekund ładowania to spadek konwersji o około 7-10%. Celuj w wynik poniżej 2 sekund dla pełnej interaktywności strony. Pamiętaj, że liczy się nie tylko "suchy" czas, ale też to, jak szybko użytkownik widzi pierwszy sensowny element (LCP). Google bierze te wskaźniki pod uwagę w swoim algorytmie Page Experience, więc szybkość to nie tylko konwersja, ale też lepsze pozycje w wyszukiwarce.
3. Czy popupy z rabatami naprawdę szkodzą UX?
Szkodzą, jeśli atakują klienta w pierwszej sekundzie po wejściu na stronę. Daj użytkownikowi odetchnąć, zobaczyć produkt. Ustaw popup typu "exit intent", który pojawia się dopiero, gdy ktoś chce zamknąć kartę – wtedy rabat 10% może być ratunkiem dla porzuconego koszyka, a nie irytującą przeszkodą. Pamiętaj też, aby popup był łatwy do zamknięcia na telefonie – mały "krzyżyk" w narożniku to zmora użytkowników mobilnych.
4. Czy ciemny tryb (dark mode) jest konieczny w e-commerce?
Nie jest konieczny, ale staje się standardem w aplikacjach i systemach operacyjnych. Jeśli Twoja grupa docelowa to osoby młode lub branża tech, warto o tym pomyśleć. Jednak priorytetem zawsze powinna być czytelność i kontrast treści na jasnym tle, które jest naturalne dla zakupów w ciągu dnia. Jeśli wdrażasz dark mode, upewnij się, że zdjęcia produktów na białym tle nie wyglądają przy tym nieestetycznie.
5. Jak radzić sobie z produktami, których czasowo nie ma w magazynie?
Nigdy nie usuwaj strony produktu, który wróci do sprzedaży – to błąd SEO. Zamiast tego, zamiast przycisku "Do koszyka", daj pole "Powiadom mnie o dostępności". To świetny sposób na budowanie listy mailingowej zainteresowanych klientów. Możesz też automatycznie podpowiadać podobne produkty, które są dostępne od ręki, aby nie tracić użytkownika, który potrzebuje towaru "na wczoraj".
Na co uważać przy wdrażaniu zmian (Czerwone flagi)
- Kopiowanie gigantów bezrefleksyjnie: To, że Amazon ma jakiś element, nie znaczy, że u Ciebie zadziała. Amazon ma tak ogromną lojalność klientów, że oni wybaczą mu brzydki design ze względu na cenę i logistykę. Ty nie możesz sobie na to pozwolić – musisz walczyć o klienta jakością doświadczenia.
- Brak testów A/B: Zmiana koloru przycisku "bo mi się podoba" to nie UX. Każda większa modyfikacja powinna być poparta testami na żywym organizmie. Czasem to, co wydaje się logiczne, w praktyce obniża sprzedaż, bo np. nowy element odciąga uwagę od ważniejszej funkcji.
- Ignorowanie błędów w konsoli: UX to nie tylko design, to też technologia. Jeśli skrypt od płatności gryzie się z zapięciem czatu, klient zobaczy biały ekran. Regularnie sprawdzaj działanie sklepu na różnych przeglądarkach (Safari, Edge, Firefox, a nie tylko na Twoim Chrome).
- Przeładowanie strony skryptami: Każdy widget do "społecznych dowodów", czat, analityka, hotjar – to wszystko obciąża procesor telefonu klienta. Jeśli strona "skacze" podczas ładowania (wysoki współczynnik CLS), użytkownik kliknie nie w to, co chciał, co buduje ogromną frustrację.
Ukryte koszty zaniedbań UX, o których nikt nie mówi
Słaby UX to nie tylko brak sprzedaży. To także koszty obsługi klienta. Jeśli proces zwrotu jest niejasny, Twoje Biuro Obsługi Klienta (nawet jeśli to tylko Ty) zostanie zasypane telefonami: "Jak mam to oddać?", "Gdzie jest moja paczka?". Poprawnie zaprojektowany panel klienta i sekcja FAQ oszczędzają setki godzin pracy rocznie. Dobry UX to najlepsza forma samoobsługi, jaką możesz dać swoim kontrahentom.
Kolejny aspekt to koszt pozyskania klienta (CAC). Przy niskiej konwersji, płacisz za kliknięcie w reklamę tyle samo, co konkurencja, ale musisz kupić ich dwa razy więcej, by uzyskać ten sam efekt sprzedażowy. W dłuższej perspektywie firmy z kiepskim UX po prostu bankrutują, bo ich marketing przestaje być rentowny przy rosnących stawkach w systemach reklamowych. Inwestycja w użyteczność to de facto inwestycja w obniżenie kosztów marketingu i zwiększenie Lifetime Value (LTV) klienta – zadowolony użytkownik wróci bez konieczności ponownego płacenia Google czy Facebookowi za jego kliknięcie.
Jak sprawdzić swój sklep w 15 minut? Mini-lista kontrolna
Zrób prosty test: weź telefon, którego nie używasz na co dzień, wejdź na swoją stronę i spróbuj kupić najtańszy produkt, używając LTE, a nie szybkiego biurowego Wi-Fi. Zobaczysz wtedy swój biznes oczami klienta, który stoi w kolejce lub jedzie tramwajem. Zwróć uwagę na:
- Czy jesteś w stanie przeczytać opis bez powiększania ekranu i czy font nie jest za jasny względem tła?
- Czy przycisk "dodaj do koszyka" jest widoczny od razu po wejściu na kartę produktu (above the fold), czy wymaga przewijania?
- Ile razy musiałeś kliknąć, żeby dojść do momentu płatności? (powinno być max 3-5, łącznie z wyborem metody dostawy).
- Czy po dodaniu do koszyka dostałeś jasne potwierdzenie (np. okno overlay), czy musiałeś przewijać stronę w górę, żeby zobaczyć ikonkę koszyka?
- Czy linki w stopce są na tyle duże, że nie klikasz trzech naraz, próbując wybrać "Regulamin"?
- Czy pola formularza są odpowiednio wysokie (min. 44-48 pikseli), aby łatwo było w nie trafić palcem?
Jeśli na któreś z tych pytań odpowiedź brzmi "nie" lub "jest z tym problem", masz gotową listę zadań dla swojego programisty lub agencji. UX to nie jest jednorazowy projekt, to proces ciągłego usuwania kamieni spod nóg Twoich klientów. Im mniej ich będzie, tym szybciej i chętniej będą zostawiać u Ciebie pieniądze, a Twój budżet marketingowy zacznie w końcu przynosić oczekiwane zwroty. Pamiętaj, że w Internecie od konkurencji dzieli klienta tylko jedno kliknięcie "wstecz" – zrób wszystko, by nie miał powodu go używać.